Alfabet rodzica Dziecko Rodzice piszą Strefa Mamy Strefa Taty by Edyta Bodzioch - 20 kwietnia 201720 kwietnia 20170 Kiedy na świecie pojawia się dziecko, Wasz świat się zmienia. Znaczenia nieco się przesuwają. Zmieniają zabarwienie. Albo definiują się na nowo. A Wy? Wam pozostaje przyjąć je z mniejszym, lub większym spokojem. Rodzicielstwo od A do Z A, jak auto. Każde jest na tyle interesujące, że w czasie spaceru trzeba przystanąć i wydawać z siebie okrzyk zachwytu, dopóki nie przejedzie (i nie nadjedzie inny). Spacer zaczyna być doznaniem iście motoryzacyjnym. B, jak bałagan. Robi się sam, w kilka minut. Niestety trudno go okiełznać, nawet w kilka godzin. Mimo wielu wad, ma jeden zasadniczy plus. Jest mocno skorelowany z dziecięcą uwagą i zaangażowaniem. Im większy bałagan, tym więcej zabawy. C, jak czekolada. To niesamowite, że smakuje KAŻDEMU dziecku. Do tego pachnie tak intensywnie, że degustowana (o ile się da) niepostrzeżenie przez rodziców, przyciągnie malucha nawet z drugiego pokoju. D, jak drzemka. Niestety zawsze zbyt krótka. E, jak ekran. Telewizora, komputera, telefonu. Coś, bez czego nasze dzieci nie potrafią żyć. A na opowieści o tym, że kiedyś tego wszystkiego nie było pytają, czy Mama i Tata w dzieciństwie widzieli na żywo dinozaury? F, jak flamastry. Produkt specjalnego przeznaczenia, do szybkiej zmiany aranżacji mieszkania. G, jak glut. Pojawia się zawsze wtedy, gdy bardzo chcesz, aby się nie pojawił. Podwójnie upierdliwy przed zbliżającymi się świętami. H, jak hałas. Mimo powszechnej uciążliwości daje poczucie bezpieczeństwa. Cisza dla rodzica oznacza tylko jedno – kłopoty! I, jak impreza. Kiedy byłaś na ostatniej? Kinderbale się nie liczą! 🙂 J, jak jedzenie. Niesamowite, że jadalne okazuje się dosłownie wszystko. Bez względu na to, czy znajdziesz to w łazience, pod szafą, czy w śmietniku. K, jak kupa. Złośliwiec, który zawsze pojawia się w najmniej odpowiednim momencie. L, jak L4. Czasem szkoda, że w domu się nie liczy… Ł, jak łazienka. Nawet tam nie jesteś już sam na sam ze swoimi myślami. Czasem zdarza Ci się gorzka myśl w stylu „brakuje jeszcze sąsiadów”. Ostatni bastion zdobyty! M, jak Mamooooo!!! Najczęściej wypowiadane słowo w ciągu dnia. N, jak zmiana pieluchy i dzwonek do drzwi w tym samym momencie, czyli niespodzianka! O, jak obrus. Jego posiadanie przy dzieciach jest totalnie bez sensu. CZYTAJ TAKŻE: Jak rozmawiać z dzieckiem o koronawirusie? P, jak pielucha. Z nią łączy się upierdliwa zależność – zawsze kiedy jej brakuje, okazuje się niezbędna. R, jak rakieta, którą czasem masz ochotę wysłać wszystkich domowników w kosmos. S, jak siku. Chce się zawsze wtedy, gdy jesteście w drodze i akurat nie ma się gdzie zatrzymać. T, jak Tata. Mistrz sportowych animacji i wspólnik motoryzacyjnych pasji. Z nikim tak nie smakuje kiełbasa z keczupem na śniadanie. Nikt też nie potrafi tak bawić się łódkami w kąpieli. U, jak uśmiech Twojego dziecka. Ma niezwykłą moc zapominania i rozwiewania gradowych chmur. W, jak walka, którą za każdym razem toczycie Wy i dziecko. Dziecko, bo robi wszystko, by nie zasnąć. A Wy, bo robicie wszystko, by nie zwariować. X, jak plan X. Ów plan zakłada wieczór tylko we dwoje. Chodzi o rodziców oczywiście. Plan musi być utrzymywany w ścisłej tajemnicy. Inaczej będzie sabotowany przez małego Zaborcę. Y, jak yhmm, które wymuszasz z siebie w odpowiedzi na „eee?” (czytaj: Mamo, śpisz?), walcząc z zamkniętymi powiekami. Z, jak zabawki. Do tej grupy zalicza się wiele przedmiotów, niekoniecznie pierwotnie zakładających użytkowanie przez dzieci. I tak w ostatecznym rozrachunku, połowę Twoich rzeczy zazwyczaj znajdujesz w koszu z zabawkami. Jakby tego było mało, klasycznych zabawek jest 5 razy tyle. Wiem przecież, że to nie Ty je kupujesz! Ale dziadkom i ciociom, tak trudno przyjść w odwiedziny z „gołą ręką”.