Nieudane urodziny Polecamy Rodzice piszą by Edyta Bodzioch - 10 marca 201710 marca 20170 Należę do grona osób, dla których każdy pretekst jest dobry, aby sprawić sobie (i osobom, które kocham) przyjemność. Więc wszelkie małe i większe święta są w naszej rodzinie celebrowane. W zeszłym tygodniu Ślubny miał urodziny. Zatem, jak nakazuje rodzinny zwyczaj, zaczęłam do nich solenne przygotowania. W końcu urodziny to rzecz święta. Choć nie było w planach balonów z helem, tortu z gołym clownem, ani puszczania gołębi, wiadomo, że w godzinę jak jest ciśnienie, to nawet człowiek parówek nie ugotuje. Impreza składała się z biesiadników podzielonych na dwa obozy – tych co są fit i tych, co mają to w d… to znaczy z tym na bakier 🙂 I niby parówki by się nadały dla jednych i drugich, ale ostatecznie sobie obmyśliłam, że wyjadę z bardziej popisowym menu (parówki warto mieć w zanadrzu, w razie godziny W). Wieczór miał więc upływać pod znakiem festiwalu pizzy. Ale żeby było sprawiedliwie względem tych, co fitują, przewidziałam pizzę z fasoli i kalafiora. Aby nie było kwasu, o deserze też pomyślałam. I też w dwóch wersjach! <dumna jak diabli!> Więc od rana w kuchni Sajgon. Na kuchence pitoli się fasola w ilości przemysłowej. Bo ma wystarczyć nie tylko na pizze, ale i deser. W końcu sięgnęłam do najgłębszych czeluści Internetu w poszukiwaniu inspiracji. A to, w połączeniu z moją ułańską fantazją, wypluło wynik coś jakby pierwiastkowanie całek w chińskim zapisie. I tak powstał przepis na… ptasie mleczko z fasoli. Prócz tego, porwałam się jeszcze na domowe toffifee dla równowagi psychicznej, że nie wszystko jest tak okrutnie zdrowe. I aby Ślubny mógł wreszcie najeść się karmelków pod korek. Dlatego obok fasoli, cały boży dzień gotowałam mleko na karmel. O bogowie, już wiem dlaczego jego kupna wersja ma takie wzięcie (nigdy więcej karmelków hand made!!). thecookierookie.com Prezenty obmyślone. Jednym z nich miał być słoik z bilecikami „za co Cię kocham”. Pomysł świetny. Tylko wykonanie kulało. Wciąż przygotowanie bilecików przesuwałam „na jutro”. Nie żeby me uczucie osłabło. Zawsze jednak, gdy chciałam ruszyć z tematem, pojawiał się problem niecierpiący zwłoki. Ostatecznie głupio włożyć do wielkiego słoja tylko 10 bilecików… Sprzątanie, gotowanie, pauza – płacz (dziecka). Gotowanie, pauza – płacz. Kuchnia, jak po wybuchu, żarcie niegotowe. Bałagan nie znika, tylko wciąż jakby rośnie. Wszędzie jak nie mąka, to fasola. Prezenty ciągle niedokończone. Atmosfera się zagęszcza. Płacz nie ustaje, za to przybiera na sile. Cholerka, niczym ksiądz N. wiem „że coś się dzieje”. Rzucam wszystko, dokonuję oględzin malucha i… pasztet. Pojawia się problem, który szybko trzeba skonsultować z lekarzem. Więc jedziemy, konsultujemy i wracamy z antybiotykiem i wnikliwą obserwacją. CZYTAJ TAKŻE: Trudna sztuka pocieszaniaZ imprezy nici. Dziecię na rękach i choć już jest lepiej, goście odwołani. Może to i dobrze, bo po chałupie jakby tajfun przeszedł. Po powrocie z pracy, Ślubny wyrozumiale poklepał nas po plecach. W końcu się staraliśmy. Najważniejsze, że z Małym wszystko pod kontrolą. Rachunek dnia nie wypadł najlepiej: kuchnia do generalnego sprzątania, żarcie rozgrzebane (trzeba albo dokończyć, albo wyrzucić), prezentowa niespodzianka nr 1 nieukończona, prezent nr 2 do oddania. Obserwacje post factum: – Jeśli chcesz porwać się na słoik z wyznaniami, wybierz ten mniejszy. Albo bileciki zacznij szykować miesiąc wcześniej. Dobrym sposobem jest też skrobać dwa słowa na kartkę (z bloku) – zawsze można ciaśniej zwinąć! 🙂 – Kupując ciuchy NIGDY nie inspiruj się lookiem a la ekskluzywny menel. To chyba podobna trafność prezentu, jak dla kobiety za małe majtki pod choinką, albo fartuch na Dzień Kobiet… – Fasola + kakao to nie jest najszczęśliwsze połączenie. Nie daj sobie też wmówić, że dodatek mleka kokosowego załatwi sprawę. Jeśli masz ochotę na słodkie, zjedz klasyczne ptasie mleczko i po prostu bądź fit dopiero następnego dnia. – Nie zapalaj się zanadto pomysłami na zdrowe wersje ukochanych fast foodów. Jak nie ze wszystkiego bat ukręcisz, tak samo z fasoli nie wyhodujesz ciasta „na grubo”. Jeśli się uprzesz, po prostu wyjdzie Ci pasztet (dosłownie i w przenośni). – Jeśli kochasz karmelki, idź po nie do sklepu. Domowa wersja jest zbyt czasochłonna. Do tego efekt taki, jakby stado kaczek wpadło do kuchni i wszamało wszystko, co tyle godzin się pitoliło na karmel. A Ty z obłędem w oczach, w odwecie chciałabyś odzyskać te swoje toffiki. – Szykując wielką fetę weź pod uwagę, że zawsze coś… zawsze coś się trafi, żeby popsuć Ci szyki. Więc poważnie przemyśl opcję z balonami i tortem.